Opublikowano:

Aktualne usługi

Prowadzenie zajęć informacyjno-doradczych
(dla szkół rodzenia, klubów mam, maluszka itp)
w zakresie: – chustonoszenia, – pielęgnacji neurorozwojowej dieci w 1 r.ż. – karmienia piersią – aktywnego wparcia okołoporodowego. – rozserzanie diety niemowląt, BLW

Nauka masażu Shantala

Konsultacje indywidualne oraz warsztaty. Masaż kojący, antykolkowy, pielęgnacja neurorozwojowa.

Aktywne wsparcie okołoporodowe

– pomoc i wsparcie w przygotowaniu do porodu, – aktywne wsparcie podczac porodu – niefarmakologiczne sposoby łagodzenia bólu porodowego, – wsparcie w połogu, – niemedyczna pomoc laktacyjna.

Chustonoszenie:

Nauka wiązań dostosowanych do potrzeb i możliwości rodziców i dziecka/dzieci – Dobór chusty pod względem długości i gramatury dostosowanych do potrzeb rodziców i dziecka – możliwość wypożyczenia chusty. -konsultacje indywidualne oraz warsztaty

Opublikowano:

Mleko modyfikowane, a terroryzm laktacyjny

 

Karmienie piersią niektórym kometom kojarzy się tylko z problemami takimi jak obolałe cycki, brak lub niedostatek pokarmu, a co za tym idzie wiecznie płaczącym niemowlęciem, uwiązaniem i bycie pod bosą stópką dziecka i nieprzespanymi nocami, brakiem czasu dla siebie. Korzyści takie jak wzmocnienie więzi z dzieckiem, wspomaganie odporności niedojrzałego układu immunologicznego, a nawet fakt, że mleko mamy jest panaceum na wiele chorób, ból, czy udowodniona obecność komórek antyrakowych i macierzystych w mleku kobiecym, są niestety przez te pierwsze często przysłaniane.
FAKT – początki laktacji bywają trudne, ale można się na pewne okoliczności przygotować – spotkać z doświadczonymi mamami, udać się na spotkanie z promotorem lub doradą laktacyjnym, poczytać na ten temat . A jeśli jest taka możliwość, to zwyczajnie porozmawiać z karmiącą mamą. Owszem – każda laktacja jest inna, każda kobieta inaczej przechodzi przez ten okres i tu FAKT kolejny – trzeba być twardym, a nie „miętkim”. Kobietom wmawia się „brak” lub „niedostatek” pokarmu, co jest MITEM. 99% kobiet MOŻE KARMIĆ PIERSIĄ i właśnie do tego ma stworzone swoje piersi (jakby nie było!). Niestety początki laktacji wymagają wytężonej pracy zarówno matki jak i dziecka, ogromnej cierpliwości i tutaj pojawia się problem Mądrego Wsparcia, którym Młoda Matka powinna być otoczona. W szpitalach, jeszcze teraz kiedy mamy Baby Boom, często brakuje personelu, pielęgniarek laktacyjnych, doradców, którzy to wsparcie powinni zapewnić. Jeśli jest Doradca Laktacyjny, to zwykle jeden na wszystkie pacjentki, zaś położne zazwyczaj mają przestarzałą wiedzę. Ponad to w państwowych szpitalach, nagminnie jest wpuszczanych na salę zbyt wielu odwiedzających, co nie sprzyja intymności położnic, która w początkach macierzyństwa jest niezwykle ważna. Stres wywołany nową sytuacją, wywalonym biustem, który jest oglądany przez ciekawskie oczy gości innych pacjentek jest wrogiem laktacji i przyczynia się do początkowych problemów oraz przyspiesza pojawienie się baby bluesa. Wiele kobiet, dla których pobyt w szpitalu na okoliczność porodu, był nieprzyjemnym przeżyciem deklaruje, że chciało zaprzestać prób przystawiania do piersi, uważały, że nie miały dostatecznej ilości pokarmu, zaś w warunkach domowych (jeśli się zawzięły) wszystko się unormowało.
Mimo wielu programów wspierających w państwowych szpitalach propagowanie karmienia piersią, okazuje się, że opieka laktacyjna leży w nich i kwiczy. Zaś szpitale choć deklarują, że dzieci nie są dokarmiane mlekiem modyfikowanym, to FAKTY są takie, że owe deklaracje można włożyć między bajki i w zastraszającej większości szpitali jest ciche przyzwolenie na dokarmianie. W szkołach rodzenia jest poruszanych wiele ważnych tematów, między innymi układany jest plan porodu, uczą jak kąpać noworodka, psycholog wspomina o baby bluesie, w tych lepszych jest o chustonoszeniu, pierwszej pomocy, o laktacji też, jednak wiele pierworódek nie jest świadomych, że może poprosić, a nawet zażądać, żeby dziecko od początku było z matką na sali i było zabierane tylko na wymagane badania lub zabiegi, lub aby dziecko było przywożone po przebudzeniu na karmienie. Niedobory personelu, mimo (niejednokrotnie) szczerych chęci szpitali, powodują, ze te pierwsze chwile w Roli Matki Karmiącej są trudniejsze niż mogłyby być.

Innym problemem są wrośnięte w nasze społeczeństwo powielane i bezmyślnie powtarzane mity dotyczące karmienia piersią. Czynność ta została zdenaturalizowana, nie jest czymś w 100% ludzkim. Prawie wszystkich rozczula karmiąca suczka, kotka, małpka, a karmiąca ludzka matka jest obrzydliwa. Jednak wszystkowiedzące koleżanki, babcie, ciocie i inne specjalistki z przestarzałą wiedzą wmawiają nam, że płaczące dziecko, domagające się cyca częściej niż raz na 3 godziny jest wiecznie głodne, a co za tym idzie, matka nie ma wystarczająco dużo pokarmu, lub posiada pokarm zbyt mało wartościowy. Są to wierutne BZDURY. Dziecko może domagać się „cyca”, bo potrzebuje maminej bliskości, a będąc poza brzuchem tylko kontakt skóra do skóry oraz karmienie piersią jej dostarcza. Inna sprawa to to, że dziecko ssąc brodawkę aktywnie pobudza laktację – ślina noworodka i niemowlaka, jego płacz, widok, pobudzają wydzielanie prolaktyny (odruch prolaktynowy), czego konsekwencją jest produkcja mleka w piersiach. Poza tym NIE MA czegoś takiego jak MAŁOWARTOŚCIOWY POKARM, co czasami matkom słabiej przybierającym dzieciom wmawiają nawet pediatrzy. Mleko zawsze jest w pełni wartościowe i  dostosowane do potrzeb dziecka. Co więcej skład mleka ma swój cykl dobowy. W dzień np. działa na dziecko pobudzająco (zasługa niewielkiej ilości tauryny w pokarmie), z kolei w nocy działa usypiająco. Ponad to zmienia swój skład wraz z wiekiem dziecka, tak by było dostosowane do jego potrzeb. MATKA KARMIĄCA NIGDY NIE MUSI PRZECHODZIĆ NA MLEKO MODYFIKOWANE JEJ MLEKO WYSTARCZA. Sama złapałam się na tym, po pół roku będę musiała się przeprosić z mlekiem modyfikowanym, tyko dlaczego? Bo tak dyktuje reklama?

Teraz kilka faktów dotyczących mleka modyfikowanego.

1. Z punktu widzenia prawa żywnościowego.

Mleko początkowe NIE MOŻE być w żaden sposób sugerowane potencjalnemu kupcowi. Nie może być oznaczane w żaden sposób sugerujący, że jest to produkt przeznaczony i właściwy dla noworodka i niemowlaka do 6 miesiąca życia. Nie może być reklamowany, promowany, być obiektem obniżek cenowych. Mleko początkowe może po prostu stać na półce sklepowej.

2. Z czego mleko modyfikowane jest zrobione? Standardowe, zwykle mleko modyfikowane to oczyszczona i wysuszona serwatka, czyli odpad przemysłu mleczarskiego. Dlaczego się różni ceną? Bo różni się stopniem oczyszczenia i wzbogaceniem. Dlatego np. niektóre dzieci po danym mleku miewają kolki.

3. Wzbogacenie mleka modyfikowanego. To, że opakowaniu jest napisane, że zawiera np. witaminę B1, B2… to nie oznacza wcale, ze zawiera stricte te witaminy. Mleko z piersi dostarcza np tiaminę, w postaci biologicznie dostępnej, natomiast mleko modyfikowane w takiej postaci, by stojąc na półce sklepowej się nie rozłożyło, czyli dostarczając dodatkowej chemii i tak np. witamina C, czyli kwas L-askobinowy, w mleku modyfikowanym jest podawany jako L-askorbinian sodu.

4. Trwałość. Należy pamiętać, że mleko modyfikowane po przyrządzeniu powinno być podane dziecku do ok 30 minut, zaś mleko matki może po odciągnięciu stać w temp. pokojowej około 3 godziny.

5. Mleko modyfikowane ma dobowo ciągle ten sam skład, nie ma możliwości go dostosować do karmienia dziennego i karmienia nocnego.

No i nie oszukujmy się, dzieci butelkowe (zaznaczam, ze nie generalizuję!), często mają słabszą więź z matką niż dzieci karmione piersią.

Aby rozliczyć się z tym, czym jest mleko modyfikowane, zamierzam stworzyć bibliotekę mlek modyfikowanych i przeanalizować ich skład, może choć jednej mamie otworzy ona oczy z czym mamy do czynienia.

Tym czasem cycki w górę 😉

Opublikowano:

Jesteś mamą? Wstydź się!

Jeszcze niedawno słowo Mama wymawiane było z szacunkiem. Bycie w ciąży było w społeczeństwie rozumiane jako stan Błogosławiony, na matkę z wózkiem patrzyło się z uśmiechem, a na obecnego w nim bobasa z rozczuleniem. W tech chwili coś się zmieniło, coś pękło. Ciężarna, to w najlepszym wypadku rozkładająca nogi latawica, kobieta lekkich obyczajów, zbrzuchacona, która miała „nie dawać, to nie miałaby problemu”. Nie jedna „sympatyczna inaczej” staruszka, albo pani w średnim wieku przed wejściem do autobusu, widząc ciężarną włącza piąty bieg. Mnie osobiście, już w zaawansowanej ciąży, pewien niepełnosprawny prawie nie zepchnął pod tramwaj.
Odnoszę wrażenie, że bycie w tych czasach matką to wstyd. Na facebooku powstają antymatkowe ruchy, o „Bece z mamuś na forach”, było podobno nawet w tv (nie wiem, nie mam telewizora). Na piekielnych.pl najlepiej się „sprzedają” historie o „matkach roku”, najbardziej hejtowane są „żale znudzonych mamusiek”. Ogólnie rzecz biorąc społeczeństwo chyba uważa, że kobieta podczas zapłodnienia, a później porodu przechodzi lobotomie i staje się półczłowiekiem. Dziecko, to już nie dzidziuś, bobas, bąbel. Gdzie tam! Dziecko to „gówniak”, „gównojad” (nie wiem, jak ten co to określenie wymyślił i ci co powtarzają, w tym okresie, ale moje dziecko je głównie mleko z mojej piersi, a „gówno” ląduje w pieluszce), bachor, szczyl itp. Każdy „gówniak”, jest obowiązkowo produktem puszczania się i dawania, zakompleksionej idiotki bez celu w życiu, która w ciąży ma powód by się obżerać, a po porodzie jest zapuszczoną, śmierdzącą bełtem, kretynką.
Matka (szczególnie karmiąca), ma obowiązkowo siedzieć w domu, a w czasie snu dziecka ściągać pokarm laktatorem jakby przypadkiem chciała wyjść z „gówniakiem” z domu. Bo publicznie karmić piersią nie wolno. Wówczas „szczujesz” cycem innych facetów, cudzych mężów, dziadków. Ba! Inne dzieci! Bo mali chłopcy nie mogą patrzeć na karmiący dziecko biust. Nie masz na tyle  mleka? Siedź w domu! Albo dokarmiaj mlekiem modyfikowanym na spacerach, od tego nikt nie umarł! Co z tego, że dziecko może być niebutelkowe, co z tego, że nie chcesz dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Wg. większości społeczeństwa, to Twój problem i masz się dostosować. Karmić piersią na ulicy, to wstyd, hańba i jeszcze ujma! Jest jeszcze jeden mityczny minus karmienia piersią na dworze – wiosną. jesienią, zimą i w chłodniejsze dni lata obniżasz temperaturę mleka i dziecko będzie robiło zielone kupy, a w ciepłe dni lata, będziesz podgrzewać i ci skiśnie, tak samo po bieganiu 😀 (to oczywiście bzdury!).
A co jeśli „gówniak” na spacerze będzie wymagał przewinięcia? To już tragedia straszna! Nie zapominaj, że wszyscy dookoła jedzą, wszędzie na Twój wózek czyhają pedofile i ich zboczone oko na pewno wyposażone jest noktowizor prześwietlający wózek (jeśli przewijasz w gondoli), albo inną osłonkę, np. którą zarzucisz na ławkę. Ogólnie przewijanie na dworze to ZŁO.
Odnoszę wrażenie, że określenie Matka, jest obecnie synonimem osoby upośledzonej społecznie, roszczeniowej paniusi, która zajmuje w autobusie miejsca stojące (zawsze trafia mi się ktoś mniej lub bardziej oburzony, że zabieram mu przestrzeń w miejscu dla (no właśnie!) wózków). Zawsze jakaś starsza lub młodsza pani musi skomentować fakt, ze karmię córkę w parku i to zazwyczaj przy placu zabaw – staram się zasłaniać otulaczem, ale nie zawsze się to młodej podoba. Przewijanie w gondoli było proste, a teraz głównie nosząc w chuście, lub wożąc w spacerówce kubełkowej, takie przewijanie nie jest możliwe. W parku staram się osłaniać młodą chustą, by zachować maksimum intymności, jednak czasem i takie rozwiązanie spotyka się z krytyką, bo jak tak można.
Oczywiście, ze znajdą się matki – świnki, co rozrzucają w okół siebie pudełka po deserkach, zużyte pieluchy rzucają w krzaki, ale przepraszam bardzo! Ile razy w takich miejscach można znaleźć zużyte prezerwatywy, tampony, czy podpaski? Dlaczego nikomu nie przeszkadzają walające się wszędzie butelki po piwie, nieraz rozbite, albo zakopane w piasku na placu zabaw? Raczej nie są to fanty pozostawione przez mamuśki rozkrzyczanych „gówniaków”. Inna sprawa to sensacja jaką budzi sam fakt naszego pojawienia się w sklepie innym niż dziecięcy, czy drogeria. W kawiarni, czy restauracji zazwyczaj obecność matek z dziećmi jest traktowana jako oderwana od rzeczywistości i zło konieczne. Nie mówiąc o tym, że nawet dyskretna próba karmienia, czy przewinięcia (przy braku przewijaka) w takim miejscu, jest szeroko komentowana. Oprócz tego doczekaliśmy czasów, gdzie karmienie piersią jest porównywane do wydalania, a matki często z niego rezygnują, bo to uwiązanie, bo cyc nie będzie jędrny i dumnie sterczał. Przedkładamy naturę nad seksualność i możliwość szybszego powrotu na siłownię. Nie mówię tu o wszystkich mamach karmiących mlekiem modyfikowanym, bo czasami sytuacja nie pozwala inaczej. Jednak mamuśka, która podejmuje taką decyzję z pobudek osobistych fanaberii, albo buntu „dam butlę, bo jest nacisk na karmienie piersią, a ja nie lubię jak się mnie zmusza”, jest skrajną egositką i to ona, a nie mama, która używa cycka do tego, do czego został stworzony, powinna być krytykowana.
Niestety bardzo modne stało się dowalanie matkom. Jasne, niektóre się o to proszą, ale ludzie nakręceni „Beką z mamuś…”, piekielnymi, czy szeroko ostatnio komentowanym wydarzeniem na fb „Nie zostanę matka/ojcem w 2015 roku”, szukają sensacji i sami prowokują sytuacje, gdzie można potencjalnej „Mamuśce” dowalić, albo nazwać ją „Matką roku”. Jasne, ze są kretynki,od Brajanków, Rajanków i innych Sajmonków, wychowywanych bezstresowo przez babcie, bo mamuśka szuka kolejnego tatusia, który ją przytuli, bo przecież „musi mieć coś z życia i niedługo zarośnie i będzie jak dziewica”. Są podsklepowe żulietty z piwem w zaawansowanej ciąży i z obowiązkowym papierosem, które powinny być piętnowane. Jednak są też, a może nawet przede wszystkim, matki normalne, których społeczeństwo się czepia za to, że są i doszukuje się sensacji tam gdzie jej nie ma. Każdy ma lub miał jakąś matkę, która przecież chodziła w ciąży, niejedna karmiła piersią, niejedna musiała przewijać w niekomfortowych warunkach, czy tuliła w parku rozpłakanego berbecia, którym byłeś TY. Takie sytuacje są wpisane w macierzyństwo. Więc jeśli jeszcze raz będziesz komentował matkę karmiącą piersią na ulicy, będziesz zaglądał przez ramię, czy przypadkiem nie przewija swojego „gówniaka”, albo będziesz udawał, że nie widzisz kobiety próbującej się wtarabanić z wózkiem do autobusu, albo po schodach – spójrz na nią i pomyśl o swojej matce. A tak w ogóle, czy ona Ciebie też nazywała „Gówniakiem”?